Udostępnij

 
Wstęp
 
Strona ta jest moim skromnym wkładem w zachowanie pamięci o miejscowości Zieleniów. Ta mała wioska zagubiona wśród zielonych pagórków zachodniej Ukrainy była świadkiem tragicznego losu polskiej ludności. Obawa przed banderowskimi oprawcami, którzy nocą przychodzili palić i mordować, wywózki sowieckie i niemieckie, a potem przesiedlenia na ziemie zachodnie, rozrzuciły ich po całym świecie. Ludzie ci zasłużyli na to, by ich historia  przetrwała jak najdłużej. To historia także nasza - bo to nasi Ojcowie i Matki.
 
Do niedawna Zieleniów był dla mnie tylko tajemniczym słowem z rubryki "miejsce urodzenia" w dokumentach mojej Matki. O pojechaniu do Zieleniowa nigdy wcześniej  nie mówiło się w mojej rodzinie. Być może z powodu bolesnych skojarzeń, a być może dlatego, że leży on teraz na niezbyt dostępnej i gościnnej ziemi. Nie zdążyłem zabrać tam Matki gdy żyła. Nurt bieżących spraw nie dał okazji i odpowiednio właściwego czasu by tam pojechać. Pomysł, a właściwie decyzja o pojechaniu do Zieleniowa zapadła spontanicznie wśród rodziny podczas Jej pogrzebu, w listopadzie 2008 roku.

Pragnieniem każdego człowieka jest powrót do miejsc i czasów dzieciństwa. Dotknięcie ziemi w miejscu gdzie stał dom rodzinny tworzy magiczną więź z bliskimi, których już nie ma. Pojechaliśmy tam zatem by odnaleźć miejsce gdzie stał ich dom.
 
Pierwsza wyprawa do Zieleniowa odbyła się w lipcu 2009 r. Wzieli w niej udział dwaj bracia mojej Mamy - Antoni i Adam z żoną Stefanią oraz wnukiem Krzysiem, mój ojciec Zenon Oraczewski, brat Andrzej i ja. Jednak pomimo wielu starań, emocji i wzruszeń nie udało się jednoznacznie ustalić gdzie stał ich dom. Wszystko się zmieniło. Wielokrotne palenie wioski przez bandy UPA, działania wojenne i sowiecka władza, skutecznie pozacierały ślady polskich domów. A oni byli wtedy dziećmi. Przebłyski pamięci mieszały się z emocjami i zasłyszanymi opowieściami.

Druga wyprawa miała miejsce we wrześniu 2011 roku. Tym razem pojechało trzech Lachów: Mieczysław (najstarszy) z wnukiem Grzegorzem, Antoni z córką Elwirą, Adam z żoną Stefanią i ja. I tym razem pierwsze wrażenie było - to nie tu ! Ale po chwili pamięć zaczęłą powracać. Wśród rozgorączkowania i emocji zaczęły padać konkretne nazwiska, miejsca, zdarzenia. To tu stał ich dom. Pamiątkowe zdjęcia, zebranie ziemi do woreczków, rozmowy z napotkanymi mieszkańcami. Wyczuwało się jakąś dziwną więź z tym miejscem. Tak jakby kiedyś już tu sie było. Snujemy plany kolejnych przyjazdów.
 
 
Lachy na "swoim"
 
Ktokolwiek odwiedzi tę stronę, i cokolwiek pamięta lub wie - niech dokłada cegiełki do tej opowieści o tych czasach tragicznych i ludziach wspaniałych, o naszych korzeniach. Być może uda nam się uchronić od całkowitego zapomnienia ich Zieleniów. Niech ta strona będzie miejscem, gdzie historia Zieleniowa ożyje.

Dziś patrzymy inaczej na wydarzenia sprzed lat. Jadąc na Ukrainę nie szukamy zemsty. Nie chcemy odbierać "naszych" ziem. Chcemy jedynie popatrzeć na zielone pola oczyma naszych przodków i czuć czysty wiatr, który unosi ich dusze - jak sokoły. Zapraszam do wspólnego pisania tej historii. Pamietajmy gdzie stał dom rodzinny, może także Wasz dom.
 
J. Oraczewski, Kraków
 
Kontakt z autorem strony: e-mail, lub przy pomocy poniższego formularza:

Pola oznaczone * są wymagane.